Łagodność, zrozumienie, miłość i… nauka

Być może powinnam zacząć bloga od wyjaśnienia w wielkim skrócie czym jest metoda samoregulacji (Self-Reg). Ale siedziałam i myślałam i… doszłam do wniosku, że tak naprawdę Self-Reg nie da się tak naprawdę streścić w jednym poście.

Więc zamiast Self-Reg w pigułce dziś będzie o tym, co tak naprawdę dla mnie jest esencją tej metody.

Kilka słów najpierw o mnie. Jestem anglistką, która dłuuugo szukała swojej drogi, aż postanowiła zrobić studia psychologiczne, a potem zająć się psychoterapią w nurcie poznawczo-behawioralnym. Ogólnie rzecz biorąc, miałam plan, żeby prowadzić tzw. warsztaty rozwoju osobistego i psychoterapię dla dorosłych. Jednak podczas sesji często sięgałam m.in. po pracę z wewnętrznym dzieckiem albo pracowałam ze schematami myślowymi, które wytworzyły się u klientek i klientów… no, właśnie, w dzieciństwie. Zazwyczaj w całkiem normalnym i typowym dzieciństwie. Rodzice zazwyczaj chcieli wychować dzieci najlepiej jak się da. Chcieli dobrze. Podobnie nauczyciele – dla dobra dzieci musztrowali ich i wyśmiewali po to, żeby się lepiej uczyły, co potem niestety dało efekt w postaci niskiego poczucia wartości i kryzysu w życiu dorosłym.

Właśnie wtedy w moje ręce wpadła książka, którą dostałam do tłumaczenia. „Self-Reg.” Jestem też potrójną mamą. Im bardziej zagłębiałam się w książkę, tym bardziej rosło we mnie przekonanie „To jest to!”. To, co zawsze czułam intuicyjnie, ktoś ubrał słowa, dał mi dowody naukowe, narzędzia… A czułam, że bliskość, łagodność, zrozumienie przyczyn zachowań i pełna akceptacji miłość jest tym, co pozwala w dorosłym życiu cieszyć się zdrowiem psychicznym. Zdrowiem psychicznym rozumianym tak jak w definicji WHO – nie tylko jako nieobecność problemów psychicznych, ale jako dobrostan, czyli stan, w którym jednostka jest w stanie realizować swój potencjał, radzić sobie z codziennym stresem, pracować efektywnie, tak, by ta praca przynosiła efekty i wnosić wkład do społeczeństwa. 

Najpierw zafascynowała mnie wiedza – o mózgu, układzie nerwowym, mózgowym Wi-Fi, stanach pobudzenia. A potem – już uczestnicząc w kursie prowadzonym online przez Mehrit Centre – zrozumiałam, że sednem Self-Reg jest właśnie łagodność i zrozumienie. Zapewnienie dziecku bezpieczeństwa nie tylko fizycznego, ale przede wszystkim emocjonalnego. Bezpiecznej więzi z rodzicem. A tej bezpiecznej więzi często nie ma, jeśli rodzicowi brak łagodności i zrozumienia dla samego siebie.

Łagodność. Nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni. W domach i szkołach bywa szorstko. Dla naszego dobra (?) Być może łagodność wydaje nam się… hmm… w angielskim jest takie fajne słówko „cheesy”. Niektórym łagodność nie kojarzy się w ogóle z wychowaniem dziecka. Dyscyplina – o, to tak. Łagodność – a co, jeśli zepsuję dziecko? A co jeśli uczniowie wejdą mi na głowę? Być może z powodu stresu albo lęku, a może z powodu braku wystarczającego zrozumienia i odpowiednich metod rezygnujemy z łagodności. Również wobec samych siebie.

Słyszysz czasem ten głos krytyka wewnętrznego, mówiący „No, znowu to zrobiłam. Zachowałam się jak…”? Dyscyplinujemy samych siebie, by utrzymać dietę, reżim ćwiczeń, osiągać wyniki w pracy. Nierzadko przekraczamy własne granice wytrzymałości, poganiając samych siebie batem. A gdyby tak inaczej? Gdyby zacząć od zrozumienia siebie, od spojrzenia na siebie łagodnymi oczami? Gdyby otoczyć swoje wewnętrzne dziecko czułą opieką, a równocześnie pielęgnować w sobie siłę, by w razie co oprzeć się stresowi i sprostać wyzwaniom życia? W książce „Regulacja emocji w psychoterapii” metodą na krytyka wewnętrznego jest wykształcenie w sobie współczującego łagodnego głosu. Nie myl go z głosem pobłażania. Współczucie ma w sobie zrozumienie przyczyn i akceptację tego, jak jest, w tym momencie (co nie znaczy, że nie możemy tego zmienić).

Jeśli już znamy stan rzeczy i wiemy dlaczego, możemy próbować – delikatnie i łagodnie – coś zmienić. Im większą zdobędziemy świadomość tego, co nas stresuje i wywołuje stan walki lub ucieczki (albo zamrożenia) oraz tego, co pozwala nam „doładować baterie” i odzyskać równowagę psychiczną, tym łatwiej przekażemy to dziecku. Jeśli sami w sobie wykształcimy odporność psychiczną, a równocześnie umiejętność zadbania o swoją wrażliwość, tym łatwiej będzie nam odzyskać równowagę i zapewnić to samo dziecku. Bo lepiej jest przekazywać wiedzę dzieciom nie słowami, ale w praktyce, modelowaniem. To właśnie jest samoregulacja. Im mniejszy nasz własny stres, tym łatwiej będzie nam zrozumieć dziecko i łagodnie poprowadzić je w stronę właściwych zachowań, równowagi emocjonalnej, koncentracji na nauce, dobrych relacji z innymi.

To być może nie zadzieje się od razu. Self-Reg to proces. Zacznij go od siebie.

PS. Ja też nie zawsze byłam w stanie tę łagodność i wobec siebie, i wobec dzieci utrzymać, zdarza mi się fuknąć, a potem przepraszam i przywracam więź, zresztą zajrzyjcie tu. Nadal czasem nie jestem, bo stresu ostatnio jakoś więcej – ogromnym stresorem jest m.in śmierć bliskiej osoby, a z tym ostatnio nasza rodzinka musi się uporać.

Co wtedy? Cóż, patrzę łagodnymi oczami na ten swój (okazjonalny) brak łagodności, staram się zrozumieć przyczyny, szukam stresorów, redukuję te, które mogę, doładowuje baterie i tyle. Przywracam więź, przepraszam i przytulam dziecko. Wyjaśniam (starszym) dlaczego. To też dla nich lekcja. Life is life. We are not perfect. We’re not meant to be, I guess.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: