Self-Reg w praktyce: skąd ta histeria?

Dziś trochę o atakach histerii z punktu widzenia metody samoregulacji czyli Self-Reg. Skąd się biorą i co z nimi zrobić?

Pewnie niektórym z Was się to zdarzyło lub zdarza, że Wasz dwulatek, a może nieco starsze dziecko rzuca się na ziemię, krzyczy, wymachuje nogami i pięściami, nie ma z nim kontaktu. Nie, nie potrzeba egzorcysty.

Prawdopodobnie Twoje dziecko doświadcza nadmiernego stresu i uruchomiła się u niego reakcja walki.

Może Cię to niepokoić, jeśli zdarza się zbyt często. Czy moje dziecko jest normalne? Czy z tego wyrośnie? Co powiedzą ludzie, kiedy zdarzy mi się to w miejscu publicznym? Co powie rodzina? Cóż, nasz własny stres nie ułatwia sprawy, podobnie jak stres osób wokół. Czasem jako dorośli oczekujemy zbyt dużo i nie pamiętamy, że dwulatek jeszcze nie potrafi panować nad emocjami i nie ma zbyt dużych zdolności samoregulacji. Często jest też tak, że – tak „obiektywnie” patrząc, dla nas, dorosłych, w danej sytuacji nie ma nic aż tak stresującego, żeby aż tak reagować. Zapominamy, że dla tego małego, rozwijającego się mózgu świat wygląda nieco inaczej.

Jeśli chodzi o przyczyny, pewnie nie wyczerpię tematu. Opowiem Wam – i pokażę na przykładach typowe stresory. Być może u Twojego dziecka to zupełnie coś innego – będziesz musiał/a pobawić się w detektywa stresu. Być może przykłady pomogą Ci i trafisz na to coś. Zazwyczaj też nie jest to jeden konkretny stresor, ale duże nagromadzenie trudnych dla dziecka do zniesienia bodźców, czyli stresorów, które działają na zasadzie wzajemnego wzmacniania się. Np. w normalnej sytuacji Twojemu dziecku mogą zupełnie nie przeszkadzać zapachy. Ale w momencie kiedy do tego dołożą się jeszcze nieprzyjemne dźwięki, chaos wizualny i dziwne miny nieznajomych osób – wszystko to tworzy toksyczny koktajl.

Wyobraź sobie małego Antosia. Ma dwa latka. Jego mózg rozwija się w bardzo intensywnych tempie. Wiele rzeczy już potrafi – umie się poruszać samodzielnie i wchodzić na różne przedmioty. Ciągnie go do tego, by być samodzielnym. Za to nie potrafi jeszcze wyrazić wszystkiego, co chce i nie zawsze rozumie, co mówią ludzie wokół, zwłaszcza jeśli mówią szybko, a głosy nie są znajome. Mama zabiera go do supermarketu. Jest nieco zmęczona po pracy (Antoś zresztą, po całym dniu, trochę też). Antoś słyszy jej podniesiony głos „No, ubieraj się szybciej. Gorąco mi, musimy jechać do sklepu.” Czuje się trochę niepewnie, bo mama nie patrzy na niego tak jak zazwyczaj. Nie chce wkładać tej wściekle pomarańczowej kurtki, w której jest mu gorąco i wszystko go swędzi. Uwiera go metka w koszulce. Jeszcze buty – mama ciągnie nogę Antosia, żeby je nałożyć. Antoś chce wziąć ze sobą swój ulubiony samochodzik. Ojej, Mama znów się marszczy tak dziwnie. Czy ona mnie nie lubi? Czemu nie mogę wziąć zabawki? Antoś słyszy słowa „supermarket, nie wolno”. Pa, pa, samochodziku. Ale wychodzimy z domu, pewnie pójdziemy na placyk. Schody są trochę męczące, stopnie wysokie. O, wreszcie, chłodne powietrze. Antoś wyrywa Mamie rękę i rzuca się w stronę przejścia dla pieszych. Czuje jak Mama szarpie go mocno. Co się dzieje? Czemu Mama tak głośno mówi, że „nie wolno, jezdnię, samochody”? Lubię samochody! Mama bierze Antosia za rękę – nie lubię chodzić za rękę, gdzie moja wolność?????!!! Maaaaamo, zaczekaj, ja chcę na placyk! Aaa, będziemy jechać samochodem. No, ok. Za oknem migają różnokolorowe światła. Szumi silnik. Antoś czuje ekscytację. Tyle wokół samochodów. Rozumie słowo parking. Widzi przed sobą olbrzymi budynek. Aha, to sklep. Mama znów chwyta go za rękę. Wchodzą przez ogromne drzwi, które przesuwają się same (trochę straszny ten dźwięk). I wtedy uderza go kakofonia dźwięków i zapachów, widzi kalejdoskop ubrań, twarzy, rzeczy na półkach. Znowu mu gorąco. Jest już nieco przerażony, ale wie, że gdzieś tam w sklepie są rzeczy, które lubi. Oooo, ciastka, ja chcę ciastko! Rusza, by wziąć ciastka sam z półki. Czuje jak Mama odciąga go od półki. Coś mówi. Nie słyszę Cię, dobrze, Mamo. Ja tyko chciałem ciastko. Widzi karcący wzrok pani, która przechodzi obok. Zaczyna głośno płakać. Mama rozgląda się wokół – czy ona też jest wystraszona? Ludzie wokół robią dziwne miny. Jakaś pani coś mówi do Mamy. Maaaamo, ja chcę do domu! Chcę ciastko! Mama pochyla się nad nim i wtedy Antoś czuje nieprzyjemny zapach kawy. Normalnie to mu nie przeszkadza. Ale teraz ma ochotę tylko tłuc pięściami i krzyczeć.

To tylko jeden z możliwych scenariuszy. Przyjrzymy się na tym przykładzie stresorom:

OBSZAR BIOLOGICZNY: zmęczenie, dotyk (metka, szarpnięcie), gorąco, głośne dźwięki, chaos wizualny (być może Antoś lubi widoki, ale natężenie ruchu, migające światła za oknem samochodu i chaos wizualny w zatłoczonym sklepie mogą przeciążyć jego układ nerwowy). Być może ma nieco podreaktywny układ przedsionkowy i dużą potrzebę ruchu (chcę na placyk).

OBSZAR EMOCJONALNY:  frustracja z powodu samochodzika, którego nie może ze sobą zabrać; być może lęk w sklepie (np. ogromne drzwi); frustracja z powodu ciastka

OBSZAR POZNAWCZY:  mowa – czasem jest dla niego niezrozumiała, zwłaszcza jeśli jest dużo innych dźwięków wokół – kiedy uruchamia się alarm w układzie nerwowym, mózg przestawia się na wychwytywanie dźwięków o niższej częstotliwości niż mowa ludzka, co oznacza, że Twoje dziecko w supermarkecie Cię naprawdę nie słyszy (a nie udaje)

OBSZAR SPOŁECZNY: nieznajomi ludzie wokół, Antoś nie rozumie sygnałów społecznych, czyli wyrazów twarzy obcych osób – nie wie, czy mu zagrażają; być może pani obok się uśmiecha kojąco do Mamy, ale Antoś tego nie wie

OBSZAR PROSPOŁECZNY: stres Mamy (wynikający z jej zmęczenia i jej innych własnych stresorów, być może dla Mamy wizyta w supermarkecie też jest stresująca, zwłaszcza, że Antoś zazwyczaj dostaje tam szału; a może znów ktoś popatrzy na nią jak na matkę, która nie radzi sobie z dzieckiem?); stres osób wokół – być może inni klienci sklepu źle tolerują dźwięki i widok miotającego się podłodze dwulatka? być może dla nich wizyta w supermarkecie też jest dużym obciążeniem dla układu nerwowego?

Czy to znaczy, że moje dziecko jest nadwrażliwe sensorycznie i potrzebuje integracji sensorycznej?

Być może tak. Być może nie. Być może potrzebuje właśnie zabawy na placu zabaw, żeby samo się trochę „zintegrować”. Jak pisze A. Jean Ayres w książce „Dziecko a integracja sensoryczna” : W każdym dziecku istnieje silny, wewnętrzny pęd, ku rozwijaniu integracji sensorycznej. Jeśli masz wrażenie, że dziecko stanowczo zbyt często przebywa w fazie walki lub ucieczki – spróbuj zrobić diagnozę SI. To nie znaczy, że dziecko ma duże problemy. To znaczy, że możesz mu pomóc w rozwoju.

No, dobra, to co? Co z tym supermarketem? Nie chodzić?

Nie odpowiem Wam na to pytanie. To zależy. Być może warto zamiast tego zamawiać jedzenie przez Internet (niektóre hipermarkety mają taką opcję). Być może warto wybrać porę, kiedy ani Ty, ani dziecko nie jesteście zmęczeni. Być może wystarczy znaleźć sposób na zaspokojenie części potrzeb i redukcję stresorów – np. zmniejszyć własny stres, szykować się do supermarketu wolniej, zdjąć dziecku kurtkę w sklepie. Może czasem ulec dziecku i kupić mu to, co chce  najlepiej zanim zacznie się awantura? Ja przyznam się, że zazwyczaj wychodzę ze sklepu z czymś do zjedzenia dla dziecka, i mój synek wie, że trzeba najpierw zapłacić w kasie, a potem na pewno coś dostanie. Głód też może być stresorem. Być może warto pójść wcześniej na plac zabaw, żeby dziecko się wybiegało (być może nie przed samą wyprawą do sklepu, bo zmęczenie też może być jednym ze stresorów).

Nie zawsze da się uniknąć wszystkich stresorów. Być może niektóre uda się przewidzieć i wyeliminować. Wiadomo, że nie chcemy, żeby dziecko wchodziło w fazę histerii – jeśli zdarza się to zbyt często, mały układ nerwowy może utknąć w reakcji walki lub ucieczki. Ale jeśli już weszło w ten stan, warto wiedzieć, co robić, by nie eskalować problemu. W Self-Reg oprócz redukcji stresorów ważne jest też to, by w trudnej sytuacji pomóc dziecku wrócić do stanu spokoju i uczyć je samoregulacji. W przypadku dwulatka krzyczącego na podłodze supermarketu to może oznaczać zignorowanie karcących spojrzeń i potraktowanie go jak najłagodniej oraz w miarę szybkie (ale nie gwałtowne, no i oczywiście w miarę możliwości – bo nie zawsze się da tak od razu z pełnym koszykiem) „zabranie go z pola bitwy”. Przytulenie, ściszenie głosu, pogłaskanie albo masaż.

Czy to znaczy, że za każdą wizytą w supermarkecie muszę ulec dziecko i coś mu kupić?

Niekoniecznie. Uleganie w momencie kiedy dziecko „histeryzuje” może nauczyć go, że warto krzyczeć i tłuc nogami, bo wtedy Mama ustępuje. Czasem to bywa trudne, ale warto się oprzeć temu pierwszemu impulsowi. A czasem też oprzeć się innym dla dobra dziecka – babci, pani w sklepie, dobrej cioci, która mówi „No, dajżesz mu tego cukierka”. Ja miałam kiedyś sytuację, kiedy pani z kiosku wyszła do mnie i chciała za darmo mojemu synkowi dać lizaka. Grzecznie jej wytłumaczyłam, że dziękuję, ale chcę dziecko nauczyć radzić sobie z frustracją i teraz to nie byłby dobry moment, żeby mu coś dać. Natomiast utuliłam go i uspokoiłam mocnym masażem pleców.

W następnym odcinku wizyta u rodziny.

Może zainteresuje Cię też filmik o radzeniu sobie ze złością dziecka: TUTAJ

 

Fot. z darmowej bazy Pixabay.com

 

  One thought on “Self-Reg w praktyce: skąd ta histeria?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: