Parental combat – co jeśli się wkurzam na dziecko?

Kochamy nasze dzieci. Chcemy dla nich jak najlepiej. Jesteśmy coraz bardziej świadome, że ważna jest relacja, że krzyk i nerwy to nie rozwiązanie, a jednak…

Czasem puszczają nam nerwy. Trudno nam poradzić sobie z rodzicielską złością. Wiem, bo byłam tam.

Mimo najszczerszych chęci zdarzały mi się spektakularne kazania i nawet kilka wpadek (bo okazało się, że kazanie było zupełnie nietrafione, bo młoda nie była niczemu winna) – zobaczcie zresztą tutaj. Cóż, z tego też można wybrnąć. Przeprosić, przywrócić relację, wykorzystać to jako lekcję dla dziecka, co robić, jak się już pojechało za daleko w emocjach, opowiedzieć o tym, że czasem każdy bywa na tyle przeciążony, że tak reaguje, potraktować jako punkt do dyskusji nad akceptowalnymi sposobami wyrażania złości – w przypadku nieco starszych dzieci. Maluszka utulić i uspokoić. 

Ale lepiej byłoby nie wchodzić w ten obszar, przynajmniej niezbyt często.

Czemu tak się dzieje i co z tym można zrobić? I czy w ogóle jest jakaś alternatywa do tego „wytrzymać, uzbroić się w cierpliwość, przetrwać młode lata naszych pociech”? Jakaś łagodniejsza wersja? Taka, która nie wyczerpie nam sił, a uprzyjemni macierzyństwo (tudzież tacierzyństwo) i zbuduje nam lepszą relację z dzieckiem?

Spora część z nas radzi sobie na zasadzie cierpliwości, nieraz z zaciśniętymi zębami Właściwie chciałoby mi się nazwać to dosadniej – cierpliwość „na d**ościsku”, podobnie jak w kręgu AA nazywa się abstynencję polegającą na powstrzymywaniu się siłą woli od picia, co często kończy się… domyślacie się zapewne jak. Zresztą skądinąd złość może być swego rodzaju uzależnieniem, ale to już temat na zupełnie inny post.

Wracając do tematu, niestety samokontrola i samodyscyplina („powiem mu to spokojnie, chociaż we mnie kipi”) często kończy się podobnie jak diety – efektem jojo. Po prostu brakuje nam w którymś momencie energii, żeby się powstrzymać. Co w tym przypadku daje efekt w postaci wybuchu złości rodzica, który już dłuuugo wytrzymywał, nieraz z błahego powodu, co może i nie byłoby takie złe (w końcu czasem przyda się tak zwany „spust surówki”, rozładowanie emocji i swego rodzaju ulga), tyle że skutkiem ubocznym jest dezorientacja dziecka (bo zazwyczaj było łagodnie, a tym razem buum) i wyrzuty sumienia rodzica. Co pogrąża i rodzica, i dziecko głębiej w błędnym kole stresu, coraz częstszych wybuchach gniewu z jednej i drugiej strony, aż w końcu pewnego pięknego dnia mamy w domu „pyskującego nastolatka”. No, dobra, to dość czarna wizja, nie zawsze tak się kończy – ja na szczęście nie znam tego zjawiska, bo moja dwójka nastolatków jest cudownie komunikatywna i pokojowo nastawiona, więc te okresowe kazania zakończone przeprosinami nie zaszkodziły.

Ok, wyjdźmy może już z tego trybu walki (w którym nieraz zdarza nam się nieświadomie utknąć, tak, że nawet nie zauważamy ciągłego napięcia, które w sobie nosimy). Weźmy kilka oddechów i przyznajmy to szczerze, życie rodzica jest stresujące. Nieraz także niesamowicie nagradzające. Ale stresorów nie brakuje. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Być może już wiecie, że z perspektywy Self-Reg  stres w 5 obszarach i poziom energii, aby poradzić sobie z tym stresem ma ogromny wpływ na nasze nastroje, emocje i zachowania. Dotyczy to nie tylko dzieci, ale i rodziców. 

Więc weź, Kochana, jeszcze kilka oddechów, takich z głębi brzucha i pomyśl najpierw o sobie. Żeby zadbać o dziecko, zadbaj o siebie. Zamiast wyrzutów sumienia i obietnicy „Nigdy więcej”, zafunduj sama sobie Self-Reg. Piszę do Mam, bo bardziej znam się na babskim stresie. Ale Tatusie też mogą skorzystać – wystarczy zmienić końcówki fleksyjne 😉

Zanim krzykniesz, zrób stopklatkę. Oddychaj. Czasem spokój jest o te kilka głębszych oddechów dalej. Spróbuj odwrócić swoją uwagę na chwilę. Problem w tym, że w momencie złości, zazwyczaj myślimy mózgiem gadzim – wszystko dookoła to wróg. Spowolnienie oddechu, ruchów, odwrócenie uwagi może pomóc ponownie „włączyć” myślący mózg. Ale ponieważ to też nieco wyczerpuje energię, potem zastanów się nad swoimi stresorami – które z nich możesz zredukować? I co jeszcze ważniejsze – co możesz zrobić, żeby odzyskać energię? Bo szczerze, sama przyjrzałam się swoim stresorom w roli mamy i… czasem tak jest, że próby redukcji jednych wywołują stres w innym obszarze. Więc przede wszystkim warto zadbać o swój poziom energii. Self-Reg to nie tylko redukcja stresu, ale też doładowywanie baterii. We wszystkich 5 obszarach samoregulacji:

1. obszar biologiczny: sen, zdrowa i smaczna dieta (a czasem rozpieszczenie podniebienia czymś przepysznym bez wyrzutów sumienia), ruch fizyczny – choćby spacer, przyjemne bodźce dla ciała – np. masaż, ciepła kąpiel wieczorem, miłe zapachy, przyjemne dźwięki – muzyka, cisza, piękne widoki… – to tylko kilka przykładów. Zależy od tego, co Ty lubisz. Od tego, na co masz ochotę i na co masz siłę.

2. obszar emocjonalny: szukaj pozytywnych emocji, wytwarzaj je sama, zauważaj, przeżywaj uważnie i celebruj – tak, tak, można przedłużyć pozytywne emocje, dokładnie tak samo, jak nieświadomie wydłużamy i rozkręcamy negatywne. Zastanów się, jakich emocji Ci brakuje (radość, troska, satysfakcja, zaciekawienie, …) i co mogłabyś zrobić, żeby je wytworzyć – wiem, to też kosztuje czasem trochę energii, ale warto, a w razie co patrz punkt 1. Wiem, czasem czujemy się bezradne i wydaje nam się, że nie od nas zależą nasze emocje, bo tyle nam się przytrafia. Ale, proszę, zrób eksperyment, zadaj sobie pytanie Jak mogłabym wygenerować fajne emocje?, a potem nie skupiaj się nad tym jakoś mocno. Być może podpowiedź sama przyjdzie.

3. obszar poznawczy: w roli mam czasem brakuje nam wyzwań poznawczych – ok, jest ich sporo, ale szczególnego rodzaju – jak ogarnąć dom, jak zaradzić wysypce, jak spiąć wszystko czasowo. Czasem mózg potrzebuje odmiany. Książki. Krzyżówki. Nowej rzeczy do nauczenia. Albo posiedzenia w ciszy sama ze sobą i pozwolenia, żeby myśli przepływały i same się uspokoiły. Albo żeby mózg pobawił się sam ze sobą w kreatywność. Albo marzeń.

4. obszar społeczny: czasem przebywasz cały dzień z dziećmi i zastanawiasz się, czy pamiętasz jeszcze jak rozmawiać z dorosłymi i czy istnieją inne filmy niż „Strażak Sam” i inne kanały niż MiniMini? Każdy potrzebuje wsparcia i poczucia, że jest częścią grupy. Fajnych ludzi wokół. Ludzi, którzy mają podobne cele, przeżycia. Pozytywnych osób nakręconych na rozwój. A jakich ludzi Ty byś chciała mieć wokół? I jak to zrobić?

5. obszar prospołeczny: radzenie sobie z emocjami dzieci i zaspokajanie ich potrzeb może nas kosztować nas sporo energii. Niewiele jej wtedy zostaje na empatię i radzenie sobie z emocjami dziecka. Czasem warto poszukać kogoś, kto wobec nas wykazałby empatię i pomógł nam poradzić sobie z emocjami. Czy to będzie przyjaciółka, czy psycholog.

To co, wchodzisz w to? Misja regeneracja? Tylko nie mów mi, że się nie da. Zrób pierwszy krok. Zadaj sobie pytanie JAK? I poczekaj trochę na odpowiedź. Potraktuj sama siebie łagodnie, a nie jak nauczyciel, który wywołuje dziecko do tablicy i oczekuje natychmiastowej odpowiedzi, bo jak nie to „Siadaj, pała”.

PS. A od cierpliwości na d**ościsku lepsza jest cierpliwość oparta na zrozumieniu – fazy rozwojowej dziecka, przyczyn jego zachowania. Przydaje się czasem wiedza. Jestem wiedzoholikiem i będę się tą wiedzą z Wami tu dzielić. We wpisach i na kursach online. Postaram się w prosty sposób.

Zapraszam do zapisu na newsletter albo śledzenia bloga albo fanpage’a. I do dyskusji na grupie FB. I do przeczytania książki o Self-Reg, rzecz jasna.

 

  One thought on “Parental combat – co jeśli się wkurzam na dziecko?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: