Kiedy musisz dziecku czegoś zabronić albo odmówić

Świat byłby piękny, gdybyśmy zawsze mogli robić, co chcemy i dostawali to, czego chcemy. A może nie?

Czasem są takie sytuacje, że dla bezpieczeństwa, zdrowia (szeroko rozumianego, w tym również psychicznego) albo dla dobra otoczenia czujesz, że musisz dziecku czegoś zabronić. Nie dać.

Zwłaszcza małe dzieci bardzo cierpią z tego powodu. A może tylko wyrażają to inaczej?

Wyobraź sobie, że po raz kolejny mijasz kiosk. Twoje niezwykle sprawne dwuletnie dziecko zawiesza się na wystającej części ściany kiosku i wyje (no, tak to dla Ciebie brzmi), że chce zabawkę. Odrywasz dziecko siłą od ściany (bo może spaść, bo może urwać i pani z kiosku się zezłości, bo… no, głupio tak, że dziecko wisi). Ale uparłaś się, że zabawki nie kupisz. Kupiłaś mu wczoraj. Dziś nie masz przy sobie gotówki.  Zresztą – czy ktoś ma tyle pieniędzy, żeby codziennie kupować samochodzik, który zaraz się zepsuje? Potem próbujesz ten kiosk omijać, a dziecko ciągnie Cię w tę stronę za każdym spacerem. A jeśli nie chcesz ulec, kładzie się na ziemi i krzyczy.

Albo wyobraź sobie, że Twoje dziecko nie może czegoś jeść, bo to szkodzi jego zdrowiu. A Ty musisz pójść po coś do sklepu i nie masz go z kim zostawić. A to, czego chce, jest na najbardziej eksponowanej półce, zaraz przy wejściu do sklepu.

Albo… zapewne znasz tysiące takich sytuacji. Mocno stresujących nieraz, i dla dziecka, i dla rodzica. Zwłaszcza jeśli jesteśmy w miejscu publicznym. Jeśli patrzą na nas oceniające oczy.

Jak w takiej sytuacji zadbać o redukcję stresu i przekształcić go w naukę umiejętności samoregulacji, aby dziecko wyrosło na kogoś, kto dobrze sobie radzi w życiu?

Cóż, niekoniecznie pomagają typowe sposoby reagowania (oczywiście, od każdej reguły są wyjątki):

1. uleganie

Po pierwsze, ustaliliśmy już wcześniej, że to coś, czego dziecko chce zagraża jego zdrowiu, bezpieczeństwu lub spowoduje znaczny dyskomfort otaczających go ludzi, więc uleganie… hmmm, może być niebezpieczne. I tu być może kwestia sporna – dbać o tych innych czy nie; jeśli tak, to w jakim zakresie? Ja jestem za tym, żeby jednak od najmłodszych lat pokazywać dziecku, że nie jest samo na świecie, a jego zachowanie może kogoś zranić. Że dorośli też mają swoje uczucia. Przynajmniej dać mu szansę wykazania empatii (ale też nie strofować jeśli tej empatii nie wykaże, bo to znaczy, że pewnie w danym momencie nie jest w stanie). Natomiast kompletnie nie kupuję argumentu „Bo nie wypada” – czyli dyskomfort psychiczny (lekki, wynikający ze sztywności schematów, co należy a co nie) jakoś nie do końca mnie przejmuje. Ale to już zależy od Was. Wracając do tematu, zagraża, tak? Jesteś tego pewna, tak? Przy czym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego dziecka dla mnie osobiście jest np. kupowanie mu wszystkiego, dawanie wszystkiego, na każde żądanie. Ja wiem, zetknie się w życiu później. Dlatego może dobrze byłoby je nauczyć sobie radzić z frustracją. Delikatnie i z wyczuciem. Bo ta umiejętność mu się przyda. Ale jeśli dziecko akurat i tak przeżywa dużo stresu, może to nie jest ten moment na naukę? Oceń sam(a). Po drugie, skoro już mamy ulec, lepiej to zrobić zanim dziecko zacznie awanturę. Bo jeśli już jest w akcji, ryzykujemy, że nauczy się, że jak krzyczy, to mama/tata/babcia/dziadek/wujek [wstaw tu kogokolwiek chcesz] daje to, co chce. No i nie czuje się bezpieczne w niekonsekwentnym otoczeniu (to w końcu ten świat ma zasady, czy nie?). Ale to też zależy – czasem, jeśli ulegniesz, zredukujesz stres dziecka i dasz mu sygnał, że jego potrzeby są ważne. Jeśli mu przy tym powiesz „Widzę, że to dla Ciebie naprawdę ważne. Ok, tym razem Ci ustąpię, ale jest pewien limit cukierków…” – to też może być cenna lekcja.

2. krzyczenie na dziecko i robienie min z serii „kategoryczne”

Jeśli krzykniemy, być może dziecko się „uspokoi”. Na zewnątrz. Jeśli już wcześniej było w „reakcji walki lub ucieczki”, teraz jest już w stanie „zamrożenia”. Czyli układ nerwowy dzwoni na alarm, a na zewnątrz mamy pozory „grzecznego dziecka”. Długoterminowo taka dyscyplina może się skończyć coraz częstszymi wybuchami albo – odwrotnie – wycofaniem dziecka. W każdym razie ryzyko rozregulowania systemu alarmowego tak, że dziecko cały czas będzie w podwyższonym stanie pobudzenia i nawet drobne stresory będą je wytrącać z równowagi, rośnie. Groźne miny i nieco ostrzejszy czy oschły ton głosu, na wrażliwsze dzieci mogą działać podobnie. Ok, jeśli zdarza Ci się czasem krzyknąć (każdy rodzic ma swoje granice) albo okazjonalnie pokażesz językiem ciała, odpuść sobie wyrzuty winy, tylko wykonaj kroki Self-Reg dla siebie (zobacz zresztą tutaj). Ale jeśli to Twoja stała strategia, naprawdę czas na Self-Reg – dla Ciebie i dla Twojego dziecka. Prawdopodobnie to znaczy, że Twój stres jest poza dopuszczalnymi granicami. I dziecka też.

No tak, ale w takim razie co robić? Ludzie patrzą, dziecko krzyczy, Tobie już szumi w głowie… STOP. Weź oddech. Uświadom sobie, że dla dziecka ta sytuacja jest trudna, podobnie jak dla Ciebie. Spróbuj rozpoznać i zredukować stresory najpierw u siebie. Obawa przed oceną? Hałas? Stres, bo nie wiesz co zrobić? Jednym ze sposobów redukcji stresu jest koncentracja na wybranych bodźcach – to kosztuje trochę energii i pamiętaj, żeby po całej sytuacji jakoś „doładować baterie”, robiąc coś przyjemnego. Ja koncentruję się… na dziecku. Na jego stresie. W tym przypadku głównie emocjonalnym: frustracja, że czegoś „nie daaaała”. Być może w grę wchodzą też stresory biologiczne i społeczne związane z otoczeniem – jeśli jesteśmy w miejscu publicznym, zapewne jest hałas, chaos wizualny, dużo ludzi i dziwne (dla dziecka) miny obcych osób. Postaraj się odmawiać łagodnie. Rodzice, dla których sam fakt konieczności odmowy jest nieraz bolesny, często albo się tego boją, albo złoszczą, albo po prostu robią nerwowi. Złagodź rysy twarzy, ścisz głos, spowolnij ruchy. Dla dziecka ogromnym stresorem jest… Twoja złość, lęk, podenerwowanie, stres. Jeśli się da, zabierz je w spokojniejsze miejsce. Jeśli nie, utul. To go nie rozpieści, ale pomoże mu wyregulować poziom pobudzenia i reakcja walki lub ucieczki przekształci się z powrotem w zaangażowanie społeczne i kontakt z Tobą. A oceniający ludzie wokół? Te groźne miny mówiące „Co za matka!”? Albo pomocne starsze panie, spieszące z poradą „Ale przecież jedna czekoladka dziecku nie zaszkodzi”? Ich reakcje też wynikają ze stresu. Ale to już temat na zupełnie innego posta.

Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że byłam z siebie dumna, że kiedy pani z kiosku pospieszyła na ratunek z lizakiem, uprzejmie podziękowałam, odmówiłam i wyjaśniłam, że akurat teraz to nie byłby dobry moment i że staram się dziecko nauczyć radzić z takimi sytuacjami, jak niemożność kupienia czegoś. I byłam dumna, kiedy mój dwulatek ostatnio czekał cierpliwie, aż jego bułeczka przejdzie przez kasę. Nie dlatego, że go zastraszyłam, ale dlatego, że chociaż trochę nauczył się samoregulacji. Nie zawsze jeszcze ma tę umiejętność (kiosk jednak jeszcze trochę emocji wzbudza), ale w końcu Self-Reg to proces. Nie doraźna strategia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: