Kiedy czas skończyć grę…

Gry. Na komputer, konsolę, komórkę… Sięgają po nie coraz młodsze dzieci. I nie ma się co dziwić. Świat się zmienia, technologia idzie do przodu, korzystamy wszyscy, więc nasze dzieci też. Co takiego jest w tych małych i większych ekranach co tak bardzo przyciąga dzieci? I czy to źle, że korzystają z technologii?

Daleka jestem od generalizowania. Sama lubię technologię. Lubię postęp i możliwości, jakie daje. Ale też widzę po samej sobie, jak bardzo potrafi wciągnąć (nawet zwykłe klikanie na Facebooku, gry jakoś nigdy mnie nie ciągnęły). Widzę też po swoim dwulatku jak bardzo magiczną moc przyciągania mają w sobie te mniejsze i większe pudełka pełne kolorowych obrazków, dźwięków i możliwości manipulacji. Jak bardzo emocjonalnie trudne jest dla malucha, kiedy nie ma dostępu do tej rozrywki, bo mama nie pozwala. Więc chowam komórkę i komputer, kiedy mogę, żeby nie budzić licha.

children-593313_1920Bo technologia niesie ze sobą też ryzyko – zwłaszcza gry bywają stresorem. Według Stuarta Shankera jest to tzw. ukryty stresor, bo na pierwszy rzut oka dziecko podczas gry się „uspokaja”, przeżywa fajne emocje, jest czymś zajęte i wydaje się świetnie bawić. Ale… jest to pozorny spokój, bo nierzadko podczas grania dziecko odczuwa niezwykle silne emocje – euforię, frustrację, czasem lęk, nadzieję, ekscytację, ciekawość i wiele, wiele innych. Dzieje się tak ponieważ (zwłaszcza młody) mózg nie rozróżnia pomiędzy rzeczywistym a wirtualnym zagrożeniem, między tym, co naprawdę, a co na ekranie. Ta gra dla niego naprawdę się dzieje. A silne emocje, zarówno negatywne, jak i pozytywne, potrafią mocno wyczerpać energię młodego układu nerwowego. Nawet nie musi to być gra z przemocą – wystarczy, że trzeba tam zrobić coś szybko, że migają różne barwy, że od sprawności gracza zależy „nagroda”…. Układ nerwowy może przeciążać też ilość bodźców wzrokowych i słuchowych do przetworzenia.

Dla młodego układu nerwowego to dużo stresorów. Do tego dokłada się niebieskie światło emitowane przez ekrany, które na dłuższą metę zakłóca cykl działania hormonu snu, melatoniny, co może powodować niewyspanie i zmęczenie (to też stresor). Granie w gry zabiera też czas, który można by poświęcić na inne aktywności, które przed stresem chronią: kontakt społeczny, aktywność fizyczna, angażowanie się w czynności, które naprawdę relaksują.

Kolejnym stresorem jest także pewien mechanizm, który uruchamia się przy okazji – nieco podobny do uzależnień: granie przynosi pewną przyjemność, co pobudza układ nagrody w mózgu, który wywołuje chęć grania więcej i więcej (hormon dopamina się „dopomina” o grę), podczas gdy przyjemność z samego grania (czyli wpływ hormonu przyjemności – serotoniny) jest niestety coraz słabsza, co również może wywoływać frustrację.

Nic dziwnego, że dzieci się złoszczą, kiedy każemy im skończyć grę, nawet jeśli wcześniej uprzedziliśmy, że tylko godzinka. Dla „pochwyconego” przez grę mózgu czas płynie nieco inaczej, a rodzic staje się intruzem, który zabiera to coś, co sprawia przyjemność, a jednocześnie wyczerpuje układ nerwowy. Frustracja z powodu konieczności przerwania czynności, której domaga się nieco „uzależniony” układ nagrody, a czasem kategoryczny/zestresowany/podenerwowany ton rodzica mogą być tymi dodatkowymi „gwoździami do trumny” i powodem olbrzymiego wybuchu emocjonalnego.

Dlatego warto obserwować dzieci podczas gry i po niej. A także nie dać się wciągnąć emocjonalnie w konflikt. Wiem, że to nie jest łatwe, bo nam samym ta złość się udziela i w grę wchodzi też nasz własny stres  – zarówno ten związany z grami, jak i ten w ogóle niezwiązany z dzieckiem. Najlepiej wziąć kilka oddechów. Przypomnieć sobie, że to przecież nasze dziecko (a nie wróg, z którym mamy walczyć). Zrozumieć, że dziecko w momencie „odstawienia” rzeczywiście cierpi, a my musimy mu pomóc.  Wtedy, kiedy się złości, raczej nie polecam rozmowy z nim na temat tego, że powinien ograniczyć, bo to może dodatkowo przeciążyć układ nerwowy, który prawdopodobnie już i tak jest w fazie alarmowej – łatwo wtedy o reakcję walki lub ucieczki. Wystarczy prosty komunikat „Twój czas grania się skończył, choć zrobimy coś innego”. Konsekwentnie. Rozmowę najlepiej odłożyć na później, kiedy dziecko się już uspokoi, bo w chwili wzburzenia nie dotrą do niego żadne racjonalne argumenty – mózg niestety w fazie ostrego stresu i wyczerpanej przez grę i inne stresory energii „wyłącza” myślące części mózgu i przełącza się na mózg gadzi, który nie słyszy i nie przetwarza logicznych wywodów. Owszem, można i trzeba będzie porozmawiać, ale później. Można ewentualnie „odzwierciedlić uczucia dziecka” czyli powiedzieć „Rozumiem, że się złościsz. Niestety nie zmienię zdania, bo widzę, że to granie nie jest wcale dla ciebie dobre.” Albo zrobić coś jeszcze innego – przytulić i potraktować jak małego chłopca – tak naprawdę pomimo swoich 8 czy nastu lat, w tej chwili jest w fazie zbuntowanego dwulatka, którego przytłacza stres i frustracja.

A skoro dziecko reaguje złością, wybuchem lub odwrotnie – zamykaniem się w sobie, uciekaniem do pokoju i naburmuszeniem, to mamy jasny sygnał o przeciążeniu stresem. Warto więc zastanowić się nad ogólnym poziomem stresu i energii u dziecka, nad tym jak zredukować stresory i zadbać o regenerację (czyli po prostu robienie czegoś fajnego, co jest także zdrowe i dobre dla samopoczucia).

A zamiast zabraniać i wyznaczać limity, o które potem toczyć będziecie bitwy (nieuniknione, powiedziałabym), warto proponować w zamian inne aktywności, które pomogą mu odzyskać energię do radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami: sport, gry planszowe, wspólna zabawa, … – najlepiej zrobić to zanim zdąży usiąść do konsoli lub komputera. Nie mówię, że to będzie łatwe. Ale im mniej zestresowane dziecko, tym mniej je będzie ciągnąć do gier. Bo dopamina nie dopomina się o „nagrodę”, jeśli nie jesteśmy zestresowani. Ochroną przed uzależnieniem od gier są dobre relacje z rodzicami i optymalny (a nie nadmierny) poziom stresu oraz wystarczająca ilość energii do radzenia sobie ze stresem.

A jeśli Ty też nie wytrzymujesz i złościsz się na dziecko, może zainteresować Cię ten artykuł: Parental combat – co jeśli jeśli wkurzam się na dziecko?

Jeśli potrzebujesz mojej pomocy w rozwiązaniu problemu z nadmiernym zaangażowaniem dziecka w gry wideo, zapraszam Cię na konsultacje online.

Wkrótce będę także organizować płatne mini-warsztaty online (w postaci jednego 3-godzinnego spotkania lub dwóch 1,5-godzinnych) na temat problemów z grami komputerowymi, podczas którego:

  1. wspólnie ze mną i innymi rodzicami w podobnej sytuacji poszukamy stresorów Twoich i dziecka
  2. znajdziemy sposoby na redukcję tych stresorów, regenerację oraz odzyskanie równowagi
  3. dowiesz się, jak można kształtować odporność psychiczną dziecka i uchronić go przed uzależnieniami od komputera, gier, telefonu itd., a także zapewnić prawidłowy rozwój

Jeśli jesteś zainteresowany/a takim warsztatem, zapisz się na listę oczekujących (co NIE oznacza jeszcze zakupu – jedynie potwierdzenie, że chcesz otrzymać informacje na ten temat).

 

  One thought on “Kiedy czas skończyć grę…

  1. 15/12/2016 o 9:45 pm

    Niestety to coraz częstsze uzależnienie.. Ważne aby umieć powiedzieć stop!

    Polubienie

    • Natalia Fedan
      16/12/2016 o 2:33 pm

      Zgadza się. Im bardziej obciążony stresem mózg, tym trudniej powiedzieć stop, tym bardziej gra wydaje się atrakcyjna dla układu nagrody w mózgu. Jak z wszystkimi uzależnieniami – także od używek, a nawet pewnych artykułów spożywczych – często sięga się po nie w momencie, kiedy chcemy rozładować napięcie, następuje rzeczywiście szybkie rozładowanie napięcia, ale niestety dopamina sprawia, że za chwilę pojawia się chęć na więcej i więcej. Stuart Shanker (czyli twórca metody Self-Reg) zwraca uwagę na to, że warto przede wszystkim zadbać o umiejętność samoregulacji, czyli radzenia sobie ze stresem w zdrowy sposób – dzięki rozumieniu sygnałów stresu, umiejętności znalezienia przyczyn, redukcji stresu, umiejętności powrotu do spokoju wewnętrznego i regeneracji sił potrzebnych do radzenia sobie ze stresem. Odmawianie sobie pewnych rzeczy na zasadzie samokontroli działa na krótką metę, bo wyczerpuje nasze zasoby energii potrzebnej by utrzymać samodyscyplinę, natomiast dzięki samoregulacji jest to o wiele łagodniejsze i stale odnawiamy nasze zasoby energii, co sprawia, że jeśli już samodyscyplina jest potrzebna, łatwiej nam o nią zadbać.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: