Histeria pod choinką

Święta mogą być magicznym okresem. Ale mogą też być trudne dla niedojrzałego układu nerwowego, a także dla rodziców i dalszej rodziny, która ni stąd ni zowąd doświadcza intensywnych emocji malucha. A przecież miało być tak fajnie…

Czemu czasem tak się dzieje i co z tym zrobić?

Przyjrzyjmy się temu z perspektywy Self-Reg. 

Po pierwsze w Święta wszystko jest inaczej. A coś, co jest nowe, może trochę nieznane, zawsze wywołuje stres, bo jakoś do tego trzeba podejść, potrzebna jest energia, by jakoś zareagować. Nawet jeśli to nowe w zamyśle jest fajne. Ale czasem nie jest – bo za dużo bodźców z różnych stron. A niestety stresory (czyli m.in. nowe bodźce) nawzajem nasilają swoje działanie – jeden stresor to nic, dwa to więcej niż suma dwóch, a kilka – to może być mega przeciążenie. Przyjrzyjmy się 5 obszarom samoregulacji.

  1. obszar biologiczny – dźwięki, zapachy (dla nas przyjemne, bo znane, dla malucha mogą być zbyt intensywne, a na zapachy układ nerwowy reaguje najszybciej), nowe smaki, dużo bodźców wzrokowych (np. choinka, owszem, ładna, ale dla dziecka z nadwrażliwością wzrokową może przytłaczać tzw. chaos wizualny), dotyk – mama, tata i dziecko być może się już zgrali, a osoby z dalszej rodziny na powitanie dotykają inaczej (czasem zbyt delikatnie, łaskocząc, a czasem uścisk jest zbyt mocny). A czasem trzeba znieść sztywność odświętnych ubranek i ładnych rajstopek, metek z nowych ubrań.
    Nie mówię już o starym haśle „No, pocałuj ciocię”, bo wydaje mi się, że coraz mniej jest tego zmuszania do serdeczności z dorosłymi, które dziecko rzadko widuje. Do tego nadmiaru wrażeń dokłada się nieraz zmęczenie po podróży samochodem – trzeba siedzieć nieruchomo, odgłos silnika może być drażniący. Nawet jeśli dziecko drzemało w samochodzie, to może być sen, który nie regeneruje, ale raczej coś jak „ucieczka układu nerwowego w sen”, taki trochę letarg z przeciążenia, który nie daje odpoczynku.
  2. emocje – być może Was zdziwi, ale nawet emocje, które odbieramy pozytywnie, mogą być trudne do zniesienia, jeśli są bardzo intensywne. Ekscytacja w oczekiwaniu na Gwiazdkę, zaciekawienie, euforia z powodu hiper-prezentów… Napięcie przed podróżą, które udziela się całej rodzinie. Zdarzają się też emocje negatywne – lęk (przed długą brodą dziadka, przed dziwnym przebraniem „pomocnika Gwiazdki” czy też spóźnionego „Mikołaja”); rozczarowanie, że prezent jednak nie ten wymarzony (a tu jeszcze trzeba grzecznie podziękować). Szczerze, dla mnie na przykład te ruszające się postacie Mikołajów i innych lalek w supermarketach są lekko…. brrrrr…. przerażające.
  3. obszar poznawczy – hmm, być może trudności z przetworzeniem wszystkich bodźców, próby zachowania się jak należy, bo mamie/tacie na tym zależy (hmm, ale jak to zrobić?)
    Czy upewniasz się, że dziecko wie, czego oczekujesz przy stole czy mówisz tylko „Bądź grzeczny”? – to drugie jest nieco enigmatyczne, zwłaszcza dla dzieci w młodszym wieku.
    A, i jeszcze powiedz wierszyk, zaśpiewaj piosenkę, pokaż co potrafisz. W sytuacji kiedy jest dużo ludzi wokół i mnóstwo rozpraszających bodźców, to może być naprawdę trudne.
  4. obszar społeczny – tłum ludzi, nowe twarze (albo niby znane, ale rzadko widywane, zapomniane). Czasem karcące miny lub miny, których dziecko nie rozumie. Podekscytowane głosy rodziny przy stole w trakcie rozmów o polityce albo o dzieciach (zdarza Wam się mówić o dziecku przy dziecku?).
  5. obszar prospołeczny – napięcie innych osób wokół. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że sami jesteśmy nieco podenerwowani. Być może jesteśmy zmęczeni przygotowaniami świątecznymi, może sami przytłoczeni ilością bodźców, może przejedzeni, a może poirytowani towarzystwem kogoś z rodziny, kto znowu nadeptuje nam na odcisk/strofuje/manipuluje, być może za bardzo chcemy, żeby wszystko było idealnie… A to udziela się dziecku.

Jest jeszcze jeden czynnik, który może być źródłem stresu dla dziecka – czy to starszego czy młodszego – brak prawdziwego kontaktu z rodzicem. Często przed Świętami i w trakcie Świąt jesteśmy zbyt zabiegani, żeby poświęcić dziecku co jakiś czas chwilę. Niby jesteśmy, a jakby nieobecni. Biegamy od kuchni do stołu, oglądamy coś w TV, rozmawiamy z kim innym. A dzieci potrzebują czuć na sobie wzrok rodzica i jego reakcje. Niekoniecznie cały czas, ale nasza dłuższa „nieobecność psychiczna” może dać efekt podobny do tego, jaki wywoływała „kamienna twarz” mamy w eksperymencie Tronicka. W eksperymencie matki były proszone o to, by przez pewien czas nie reagować na dziecko  – dzieci reagowały bardzo różnie: próbowały rozbawić mamę, przymilały się, niektóre płakały, buntowały się, złościły. Ten kontakt jest dla dzieci bardzo ważny – bo to my, najważniejsi w ich życiu dorośli, jesteśmy przez pewien czas ich „regulatorami napięcia”, ich ukojeniem przed stresem.

No, dobrze. Odmalowałam Święta w niemal czarnych barwach. To co, odwołać Boże Narodzenie? Bo trudne? No, weź.

Nie. Po pierwsze, oddychaj. Uświadom sobie od czasu do czasu swoje własne napięcie i świadomie rozluźnij barki, twarz, ścisz głos. Utrzymuj kontakt z dzieckiem. Poświęć mu trochę czasu. Zróbcie razem coś przyjemnego i fajnego zamiast siedzieć za stołem bo tak wypada. Może się okazać, że dziwny pomysł ze spacerem, bitwą na śnieżki albo planszówką (czy czymkolwiek innym) podchwyci spora część rodziny. I to będą niezapomniane Święta…

Jeśli już dziecko dostanie ataku histerii, najlepiej zabierz je gdzieś, gdzie będziecie tylko we dwoje lub troje (mama, tata i ja). Może to być nawet toaleta. Nic nie mów, po prostu przytul albo zastosuj coś, co wiesz, że uspokoi dziecko. A może po prostu przeczekaj chwilę, aż samo minie? Na ile to możliwe, nie pozwól rodzinie dywagować nad tym i doradzać, zwłaszcza nie przy dziecku. W razie co stań po jego stronie – wyjaśnij spokojnie, że po prostu było za dużo bodźców i poczuło się źle. To, że my czegoś nie postrzegamy jako stresujące, nie znaczy, że dla dziecka to „nie powinno” być trudne. Każdy jest inny, każdego przytłacza co innego i każdy ma inny prób reagowania na różne rzeczy. To jest SUBIEKTYWNE. To jest wewnętrzny świat Twojego dziecka i ma do tego prawo. To nie znaczy, że jest nadwrażliwe (a nawet jeśli jest, to albo z tego wyrośnie, albo – jeśli nie – może to być jego ogromny atut – bo będzie bardziej rozumieć innych, bo przekuje to w talent artystyczny, bo…). Ważne, aby tego stresu nie dodawać więcej – w postaci oczekiwań, sugestii, że jest niegrzeczne, histeryzuje i że nie wolno płakać.

Wolno płakać. Łzy rozładowują stres. Pomagają usunąć z organizmu hormon stresu – kortyzol.

A jak się już wypłacze, zregenerujcie wszyscy siły. Niech te Święta będą przyjemne. I Wasze – dopasowane do potrzeb Waszych i Waszych dzieci.

Co macie ochotę robić w tę Święta? Czy wiesz na co ma ochotę Twoje dziecko? Może da się chociaż częściowo to zrealizować?

  One thought on “Histeria pod choinką

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: