Moje lekcje Self-Reg: Telewizor, komputer, komórka i inne ukryte stresory

Niechcący zrobiłam eksperyment na swoim dziecku. Piszę szczerze, psycholog też człowiek i czasem, chociaż coś wie, i tak robi inaczej. Bo pragnie spokojnie popracować, chce mieć wygodnie, bo sam jest zestresowany. Jesteśmy ludźmi. Ale warto się uczyć na błędach. Swoich i cudzych.

Stuart Shanker pisał o ukrytych stresorach. Mówił też na swoim kursie. A jednak czasem człowiek chyba musi sprawdzić na własnej skórze…

Ale po kolei. Co to te ukryte stresory i co sprawdziłam?

Ukryte stresory to rzeczy/bodźce, które pozornie uspokajają dziecko, albo nie widać bezpośrednio ich negatywnego wpływu, a jednak robią złą robotę. Na przykład pod wpływem telewizji, komputera, tabletu, komórki w rękach maluch pozornie się „uspokaja„. Tak to wygląda na zewnątrz. Bo przyciągają go migające kolorowe obrazki, często mocno nacechowane emocjonalnie dźwięki, możliwość pomanewrowania samemu przy przyciskach.

Tyle że ten spokój jest pozorny. To, co się dzieje w układzie nerwowym, to czasem niezła burza. Być może nawet przyjemna burza. Może nawet na tyle, że pobudza układ nagrody, co oznacza, że na chwilę wyzwala się hormon przyjemności, serotonina, a zaraz za nim dopamina. Co oznacza, że dziecko będzie chciało więcej i więcej. To trochę mechanizm uzależnieniowy – za kolejnym razem przyjemności i serotoniny być może będzie mniej (przyzwyczajenie), ale dopamina i tak będzie się… dopominać o więcej. I już samo to będzie stresorem.

Ale nie tylko to. Mnóstwo bodźców wzrokowych i dźwiękowych też może nieźle dać popalić układowi nerwowemu. Zapewne też sporo emocji związanych z bajką. W obszarze poznawczym – zwłaszcza dla młodych mózgu – sporo nowych informacji, które nie zawsze są zrozumiałe (czasem sama nie jestem w stanie zrozumieć, co śpiewają albo mówią w niektórych bajkach, bo bywa to niewyraźne). Na marginesie, są badania naukowe, które dowodzą, że dzieci nie przyswajają wiedzy z ekranu. Do przyswajania wiedzy potrzebny jest kontakt z człowiekiem. (Pisze o tym w „Self-Reg” Stuart Shanker). Dodatkowo niebieskie światło ekranu, które na dłuższą metę potrafi zakłócić cykl snu. Plus to, czego dziecko nie robi w czasie kiedy siedzi przed ekranem. Nie bawi się aktywnie. Nie stymuluje innych zmysłów (np. zmysłu równowagi, zmysłu dotyku). Nie poznaje rzeczywistego świata. Nie wchodzi (albo bardzo mało wchodzi) w interakcję z rodzicem i innymi ludźmi. Traci możliwość aktywności fizycznej.

I atak histerii gotowy. Trochę jak objawy odstawienne. Właśnie to zafundowałam dziś swojemu dziecku. Jedyne, co mogłam zrobić, to poczekać aż burza minie. Wziąć kilka dłuższych oddechów i ukołysać malucha, kiedy już dał się dotknąć.

Wczoraj czytaliśmy książeczki i widzę ogromną różnicę – wspólne przeglądanie książeczek go uspokoiło, chociaż w trakcie czytania był bardzo aktywny. Bajki na komputerze – owszem, siedział prawie godzinę nieruchomo na moich kolanach, ale potem… nie chcielibyście widzieć i słyszeć. Cóż, rodzic też człowiek. Przeformułowuję w kontekście stresu – musiałam być mocno zestresowana, żeby tak zrobić.

W sumie nic wielkiego się nie stało. Udało mi się go przywrócić synka do równowagi po jakimś czasie. Ale gdybym robiła tak codziennie, być może mój maluch utknąłby w błędnym kole stresu. I gdybym do tego dodała ostrą reakcję na jego histerię, szkody byłyby jeszcze większe.

Co do bajek, wszystko stosowane w umiarze jest ok. Każde dziecko jest inne i ma inne limity. Rodzic też czasem po prostu odpuszcza i to rozumiem, jestem zwolennikiem podejścia zdroworozsądkowego. A jednak – specjaliści, którzy podają ile czasu przed ekranem może spędzać dziecko zależnie od wieku, wiedzą co piszą. Oparli to na wiedzy naukowej, badaniach. Więc co za dużo, to niezdrowo. W przypadku dwulatka (z kawałkiem) TV półgodziny do maks godziny wydaje się być ok. Zero komputera, tabletu i komórki. I tego postaram się trzymać. Jako mama pracująca w domu będę szukać innych sposobów na zajęcie malucha (kilka pomysłów już mam, ale wszelkie podpowiedzi mile widziane).

PS. Są też inne ukryte stresory – np. gry komputerowe, ale też cukier, „śmieciowe jedzenie” itp. Ale o tym – wkrótce.

  One thought on “Moje lekcje Self-Reg: Telewizor, komputer, komórka i inne ukryte stresory

  1. kasia
    11/07/2017 o 4:11 pm

    „Na marginesie, są badania naukowe, które dowodzą, że dzieci nie przyswajają wiedzy z ekranu”. czy sa moze gdzies te badania po polsku? pytam bo mielismy krotki epizod z bajkami a raczej piosenkami po angielsku na yt i syn nauczyl sie z nich liczyc do 10. my z nim tego nie cwiczylismy…

    Polubienie

    • Natalia Fedan
      14/07/2017 o 7:04 am

      Stuart Shanker wspomina o nich w książce – po polsku nie znalazłam. Może wyraziłam się nieprecyzyjnie – to przyswajanie wiedzy z samego ekranu, bez relacji z nauczycielem jest mniej efektywne. Jeśli towarzyszy temu relacja – wiedza dociera bardziej. Zresztą, w badaniach zazwyczaj problemy są ujmowane statystycznie – często jest jakiś odsetek, który odstaje od normy. Ja też sporo angielskiego nauczyłam się na kreskówkach w dzieciństwie – pytanie czy gdybym nie miała do kogo mówić po angielsku, ta umiejętność nie pozotałaby jedynie bierna? Tego nie wiem.

      Polubienie

      • kasia
        14/07/2017 o 8:04 am

        dziekuje, wydaje mi sie ze teraz lepiej rozumiem sens tego twierdzenia 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: