Wakacje… jak je przeżyć?

Wakacje tuż tuż.

Niektórzy już wyjeżdżają, licząc na wspaniałe przeżycia. Chcemy, żeby wakacje były magiczne. Chcemy odpocząć. Odzyskać podczas nich spokój. A bywa… różnie. Zdarzają się histerie, marudzenie, opór, odmowa, krzyki. I ogromne zdziwienie rodzica. Plus ogromna frustracja. Być może poczucie winy, być może złość? Itp. itd.

Bywa, że z tych „regenerujących” wakacji wracamy zmęczeni, jeszcze bardziej niż przed.

Bo, jak to pisze Stuart Shanker „You have to be calm in order to enjoy being calm” – Potrzebujemy być spokojni wewnątrz aby cieszyć się spokojem. Pisze o tym co prawda w kontekście Świąt. Ale właściwie trudno nie widzieć analogii pomiędzy Świętami a wakacjami – i jedne i drugie mają w założeniu być okresem, kiedy wypoczywamy, budujemy fajne relacje i zbieramy fajne wspomnienia, a często są bardzo stresujące. Zresztą, o Świętach pisałam i ja, i Agnieszka.

Zwłaszcza dla małych dzieci (dla dużych co wrażliwszych zresztą też) wyprawy wakacyjne potrafią być niezłym wyzwaniem. Podobnie jak Święta, mogą też być trudne dla niedojrzałego układu nerwowego, a także dla rodziców lub opiekunów, którzy ni stąd ni zowąd doświadcza intensywnych emocji malucha. A przecież miało być tak fajnie…

Czemu czasem tak się dzieje i co z tym zrobić?

Przyjrzyjmy się temu z perspektywy Self-Reg. 

Po pierwsze w wakacje wszystko jest inaczej. A coś, co jest nowe, może trochę nieznane, zawsze wywołuje stres, bo jakoś do tego trzeba podejść, potrzebna jest energia, by jakoś zareagować. Nawet jeśli to nowe w zamyśle jest fajne. Ale czasem nie jest – bo za dużo bodźców z różnych stron. A niestety stresory (czyli m.in. nowe bodźce) nawzajem nasilają swoje działanie – jeden stresor to nic, dwa to więcej niż suma dwóch, a kilka – to może być mega przeciążenie. Przyjrzyjmy się 5 obszarom samoregulacji.

  1. obszar biologiczny – dźwięki, zapachy (dla nas przyjemne, bo znane, dla malucha mogą być zbyt intensywne, a na zapachy układ nerwowy reaguje najszybciej), nowe smaki, dużo bodźców wzrokowych (bywa, że w tzw. destynacjach wakacyjnych panuje niezły chaos wizualny – sklepiki, reklamy, kolorowy wystrój wnętrz), dotyk – piasek, woda, inne powietrze, inna temperatura. Klimatyzacja w samolocie. Inne jedzenie, a więc inne smaki i inna flora bakteryjna. A może i inny wygląd i zapach jedzenia?
    Do tego nadmiaru wrażeń dokłada się nieraz zmęczenie po podróży samochodem, a być może i samolotem. Dla nas te wszystkie wrażenia – np. uczucie, kiedy samolot startuje są zrozumiałe, więc w mniejszym stopniu obciążają nasze układy nerwowe. Do tego trzeba siedzieć nieruchomo, a odgłos silnika może być drażniący. Nawet jeśli dziecko drzemało w samochodzie lub samolocie, to może być sen, który nie regeneruje, ale raczej coś jak „ucieczka układu nerwowego w sen”, taki trochę letarg z przeciążenia, który nie daje odpoczynku.
  2. emocje – być może Was zdziwi, ale nawet emocje, które odbieramy pozytywnie, mogą być trudne do zniesienia, jeśli są bardzo intensywne. Ekscytacja, zaciekawienie, euforia … Napięcie przed podróżą, które udziela się całej rodzinie. Bywa tak, że te wszystkie emocje i super ekstra fajny dzień kończą się histerią bo wprawiają dziecko w zbyt wysoki stan pobudzenia, który cały czas zużywa ogromne ilości jego energii i pod wieczór nie starcza jej już, aby się wyciszyć i zasnąć (tak, tak, przejście w dół w fazach pobudzenia i „włączenie” regeneracji, czyli przełączenie z układu współczulnego, który mobilizuje i pobudza do działania na przywspółczulny, który odpowiada za odzyskanie energii, też wymaga energii – kiedy Ci jej braknie, to trochę tak, jakbyś utkwił(a) 10 km od stacji paliw z pustym bakiem).
  3. obszar poznawczy – hmm, być może trudności z przetworzeniem wszystkich bodźców oraz próby zachowania się jak należy, bo mamie/tacie na tym zależy (hmm, ale jak to zrobić?)
    Wszystko, co nowe, wymaga przetworzenia, a więc zużywa energię. To może być praktycznie wszytko – od innego układu na stole po obcy język.
    Dodatkowo to, co nieznane, aktywuje układ współczulny (ten od walki, ucieczki, a nawet zamrożenia). Każde jego uruchomienie to wydatek energii. Jeśli uruchamia się ciągle (a z dużym prawdopodobieństwem tak jest), tej energii jest coraz mniej i można utknąć w nadmiernym pobudzeniu i napięciu, z alarmem włączonym non-stop. Wtedy każdy kolejny nowy bodziec jest coraz bardziej zagrażający – stresory nawzajem się nasilają. Na początku nowy dźwięk wywołuje tylko reakcję orientacyjną – poszukiwanie źródła. A kiedy dziecko jest przemęczone, ten sam drobiazg może wywołać histerię.
  4. obszar społeczny – tłum ludzi, nowe twarze. Czasem karcące miny lub miny, których dziecko nie rozumie.
  5. obszar prospołeczny – napięcie innych osób wokół. Podekscytowane głosy rodziców bądź opiekunów w reakcji na atrakcje. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że sami jesteśmy nieco podenerwowani. Być może jesteśmy zmęczeni podróżą i „wypoczywaniem”, może sami przytłoczeni ilością bodźców, może przejedzeni, może poirytowani, że ośrodek wypoczynkowy nie spełnia naszych oczekiwań, być może za bardzo chcemy, żeby wszystko było idealnie… A to udziela się dziecku.
    A może utrata „mózgowego Wi-Fi”, bo tata i mama na wakacjach chciałaby wreszcie też odpocząć, poczytać, interesuje się zabytkiem… Podróż zresztą także bardzo angażuje uwagę rodzica – żeby czegoś nie przegapić, wejść w tę bramkę, co trzeba. Więc niby jesteśmy, a jakby nieobecni. A dzieci potrzebują czuć na sobie wzrok rodzica i jego reakcje. Niekoniecznie cały czas, ale nasza dłuższa „nieobecność psychiczna” może dać efekt podobny do tego, jaki wywoływała „kamienna twarz” mamy w eksperymencie Tronicka. W eksperymencie matki były proszone o to, by przez pewien czas nie reagować na dziecko  – dzieci reagowały bardzo różnie: próbowały rozbawić mamę, przymilały się, niektóre płakały, buntowały się, złościły. Ten kontakt jest dla dzieci bardzo ważny – bo to my, najważniejsi w ich życiu dorośli, jesteśmy przez pewien czas ich „regulatorami napięcia”, ich ukojeniem przed stresem.

No, dobrze. Odmalowałam wakacje w niemal czarnych barwach. To co, odwołać je? Bo trudne? No, weź.

Nie. Poniżej kilka moich podpowiedzi, wypróbuj je, ale nie są to jedyne sposoby, no i są też moje (co prawda oparte na wiedzy i doświadczeniu, ale nie na każdego mogą działać). Więc na bazie tego co napisałam powyżej wypróbuj po prostu 5 kroków Self-Reg: 1. zobacz zachowanie (czyli np histerię) jako sygnał stresu, 2. rozpoznaj stresory (powyżej dałam przykłady, ale mogą być tysiące innych), 3. zredukuj stresory (np. zaciemnij maksymalnie pokój i dobiegające dźwięki oraz własne napięcie na tyle, ile możesz), 4. zastanów się nad stresorami, sposobem na spokój, może wykorzystaj tę okazję jako możliwość nauki dla dziecka później, jak już odzyska siły; 5. zastanów się nad strategiami odbudowy zasobów energii też podczas wakacji – to może być świetna lekcja na przyszłość i poszerzenie Waszych możliwości.

A teraz o moich sposobach.

Po pierwsze, oddychaj. Uświadom sobie od czasu do czasu swoje własne napięcie i świadomie rozluźnij barki, twarz, ścisz głos. Utrzymuj kontakt z dzieckiem.

Jeśli już dziecko dostanie ataku histerii, najlepiej zabierz je gdzieś, gdzie będziecie tylko we dwoje lub troje (mama, tata i ja). Może to być nawet toaleta. Nic nie mów, po prostu przytul albo zastosuj coś, co wiesz, że uspokoi dziecko. A może po prostu przeczekaj chwilę, aż samo minie? Spróbuj zrozumieć przyczyny. Ważne, aby tego stresu nie dodawać więcej – w postaci oczekiwań, sugestii, że jest niegrzeczne, histeryzuje i że nie wolno płakać. Wolno płakać. Łzy rozładowują stres. Pomagają usunąć z organizmu hormon stresu – kortyzol.

Postaraj się nie „nakręcać” za bardzo dziecka i obserwować czy nie jest nadmiernie pobudzone. Jeśli jest, pomóż mu znaleźć aktywność, która je wyciszy i pomoże odzyskać energię. W ciągu dnia być może warto zrobić kilka takich przerw na odpoczynek od zabawy, choćby nawet najlepszej, po to, żeby sen w nocy był potem regenerujący. Pamiętaj, że to, co nam się wydaje regenerujące, dla dziecka może takie nie być. Być może nawet to, co jest angażujące i dziecko wydaje się „spokojne”, może w nadmiarze dawać efekt nadmiernego pobudzenia i napięcia. Warto przyglądać się twarzy dziecka, jego gestom, wsłuchać w ton głosu – te niewerbalne sygnały nieraz dają wyraźnie znać, że czas na wyciszenie, rozluźnienie.

Przyjrzyj się własnemu poziomowi pobudzenia, napięcia, energii, spokoju, cierpliwości. Jak czujesz się w środku? Czy w Tobie też jest „rozedrganie” typowe dla początku wakacji? Jaki dialog wewnętrzny toczy się Twojej głowie? To może się udzielać dziecku, więc poszukaj spokoju w sobie i „zaraź nim dziecko”.

Nastaw się na to, że niedojrzały układ nerwowy może tak reagować – histerią, krzykiem, trudnościami z zasypianiem i innymi trudnymi zachowaniami – to reakcja walki lub ucieczki. Jeśli nie zdarza się zbyt często, to nie jest duży problem, chociaż może dla Ciebie być zaskakujące i przerażające. Postaraj się zachować cierpliwość, łagodność i spokój. Nie panikuj. Bo to tylko powiększy Wasz rodzinny stres.

A Ty? Jaki jest Twój sposób na spokój, regenerację i odzyskanie sił?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: