Przeformułować opór – o adaptacji przedszkolnej z punktu widzenia Self-Reg

Wszyscy chcemy być szczęśliwi. 

Zapewne chcemy też, aby nasze dzieci były szczęśliwe. Dlatego staramy się umożliwić im wszechstronny rozwój. Zaraz, zaraz, kiedy chcemy, żeby one były szczęśliwe? Za kilkanaście lat, kiedy już osiągną wszystkie etapy w rozwoju i nauczą się wszystkiego, co trzeba? A po drodze? Na przykład w przedszkolu?

W ulotce na temat trzylatków w przedszkolu przekazanej rodzicom na zebraniu w przedszkolu przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną (!) w Gdańsku czytam: „Faza adaptacji zakłada opór, płacz przed przyjściem do przedszkola lub w trakcie pobytu, przy rozstaniu z rodzicem, a także pojawiające się trudności z jedzeniem, ze spaniem (z zasypianiem, budzenie się w nocy), występowanie zachowań opozycyjnych, nawet agresywnych, konflikty z rówieśnikami, odmowę z rówieśnikami, odmowę udziału w zajęciach, okresowo występujące moczenia, dolegliwości bólowe”.

Opór.

Niefortunne sformułowanie czy obraz tego, jak widzimy dzieci?

Opór może się kojarzyć z działaniem celowym, na złość, nieuzasadnionym, czymś, co dobrze jest przełamać, bo przecież dla dobra dziecka… Przecież to normalne, że adaptacja, dziecko powinno się dostosować i grzecznie bez oporu pójść, a jeśli płacze i nie chce się rozstać z rodzicem, zaleca się np. skrócenie czasu pożegnania (cóż, przynajmniej nie widać wtedy, że dziecko płacze, a w najlepszym wypadku dziecko zaciśnie zęby i przestanie).

A gdyby popatrzeć inaczej?

Adaptacja przedszkolna to faktycznie ważny okres w życiu małego człowieka.

Dzięki temu, że wkracza do większej grupy, ma szansę rozwinąć się praktycznie we wszystkich obszarach wymienianych w Self-Reg (są to obszary stresu i samoregulacji, ale też rozwoju): biologicznym, emocjonalnym, poznawczym, społecznym i prospołecznym.

A jednak, tak jak każdy etap w rozwoju, adaptacja niesie ze sobą też mnóstwo stresu w każdym z tych obszarów. Ten stres może przyczynić się do rozwoju, ale może też przeciążyć dziecko i wywołać te wszystkie zachowania, które zostały wrzucone do szufladki z napisem „Opór”.

Co oznacza, że dziecko, które płacze przy rozstaniu albo w trakcie pobytu w przedszkolu, zwyczajnie cierpi. Dziecko, które jest agresywne, wchodzi w konflikty z rówieśnikami, przejawia zachowania opozycyjne jest w nadmiernym stresie, ma wyczerpane zasoby energii do radzenia sobie z nimi i robi to, co może, żeby to zasygnalizować. To komunikat z poziomu mózgu limbicznego, który uruchamia się w silnym stresie i reakcji walki lub ucieczki: „Jest mi źle. Jest za dużo stresu, mam za mało zasobów, żeby sobie z nim poradzić. Potrzebuję pomocy w samoregulacji, a jej nie dostaję. Potrzebuję redukcji stresu i regeneracji.” Bywa, że zamiast tego, dziecko dostaje co innego: etykietkę „opór”, „niegrzeczne zachowanie”, sygnał, aby przestać, bo tak się nie robi i nie wolno. Bywa, że płacz przy rozstaniu styka się z reakcją „No co ty! Taki duży chłopiec/Taka duża dziewczynka, a płacze – wstyd!”. Bywa, że rodzic szybko ucieka, albo gdy ma chęć zostać i utulić, spotyka się z niezrozumieniem wychowawczyń, bo zaleca się skrócenie pożegnania.

Za tym stoi założenie, że gdyby tylko chciało, dziecko świetnie by się dostosowało. Ale przejawia opór. Nie chce. Za tym idzie chęć nagięcia go do właściwych społecznie zachowań, nierzadko wymuszanych na zasadzie kontroli i samokontroli. Bywa, że dziecko zużywa ostatki sił na tę samokontrolę. A czasem „uspokaja się” na zasadzie reakcji zamrożenia – skoro stresu jest jeszcze więcej, przełącza się na „tryb oszczędny”, co oznacza, że nadal nie korzysta z pełni swoich możliwości, wielu rzeczy nie przyswaja. Jest tylko „grzeczne”.

A tymczasem, można by inaczej. Można by się przyjrzeć, jakie stresory tak bardzo przeciążają młody układ nerwowy. Zredukować te, które są niepotrzebne po to, by dziecku łatwiej było sobie poradzić ze stresorami, z którymi musi i które są rozwojowe.

A więc przyjrzyjmy się przykładowym stresorom we wszystkich obszarach:

  1. obszar biologiczny. Tu mieszczą się wszystkie nadmiarowe bodźce dla zmysłów, przy czym to kwestia bardzo indywidualna, związana z wrażliwościami zmysłowymi dzieci.
    Tym, co przeciąża niepotrzebnie może być np. hałas (może czasem warto poszukać dla dziecka cichego miejsca i zamiast puszczać na magnetofonie kolejną piosenkę i z całą grupą śpiewać w głos, pobyć nieco ciszej). Nadmiar bodźców wzrokowych (a może by stworzyć otoczenie pełne bardziej stonowanych kolorów, z mniejszą ilością obrazków i pomocy naukowych?). Zapachy. Dotyk (dla niektórych dzieci, wrażliwych dotykowo, sama obecność biegających wokół dzieci, może sprawiać, że układ nerwowy szaleje). Brak aktywności fizycznej, zwłaszcza tej spontanicznej (może warto przeorganizować czas przedszkolny i częściej robić przerwy na spontaniczny ruch i zabawę?)
    Zdarza się, że trudności dzieci świadczą także o głębszych problemach, np. zaburzeniach integracji sensorycznej, problemach zdrowotnych, alergiach. Warto pamiętać, że w obszarze biologicznym może być wiele ukrytych stresorów, więc jeśli dziecko stale przeżywa trudności z optymalnym funkcjonowaniem, warto poszukać głębiej.
  2. Obszar emocji. Czas adaptacji to czas pojawiania się wielu nowych, skomplikowanych, a także nieraz mieszanych uczuć. Każda intensywna emocja aktywuje współczulny układ nerwowy i przygotowuje nas do reakcji walki lub ucieczki. Zwłaszcza, jeśli jest nieświadoma i niezrozumiała. Dlatego, dla prawidłowego funkcjonowania dziecka w pozostałych obszarach, warto się emocjami dzieci zająć, na ile to możliwe pomóc je dziecku nazwać i znaleźć przyczynę oraz pomóc wyregulować w dół. Czasem wystarczy chwila zrozumienia i empatii. Warto pomóc dzieciom w odnaleźć się w świecie emocji się oraz kształtować w nich samoświadomość emocjonalną, bo to pomoże także rozwinąć się w innym ważnym obszarze – prospołecznym i rozumieć też emocje innych ludzi oraz to, jaki mają i mogą mieć na nie wpływ.
  3. Obszar poznawczy. Tu także pojawia się wiele nowych wyzwań. Mnóstwo nowych informacji, mnóstwo rzeczy do przyswojenia i zrozumienia. Warto się przyjrzeć, jak dziecko funkcjonuje poznawczo, co jest dla niego trudne. Stresorem według Stuarta Shankera jest także sam akt koncentracji i przetwarzania uwagi, a myślenie jest czymś, co angażuje nie tylko umysł, ale też całe ciało. Warto się przyglądać, kiedy dzieci sprawiają wrażenie zmęczonych i robić przerwy na ruch i swobodną zabawę. Ważne także, aby możliwie ułatwiać dzieciom odnalezienie schematów i reguł w napływających do nich informacjach. Ogromnym stresorem jest bowiem chaos i niemożność odnalezienia prawidłowości w zalewie informacji. Ten obszar ma także swoje korzenie w dwóch opisanych powyżej – biologicznym i emocjonalnym, a więc, aby umożliwić dziecku jak najlepszy rozwój w obszarze poznawczym, warto o tamte dwa zadbać najpierw.
  4. Obszar społeczny. To obszar bardzo intensywnego rozwoju, ale także wielu potencjalnych trudności. Tu także dziecko potrzebuje przyswoić wiele reguł i zasad, a także rozumieć sygnały społeczne (wyraz twarzy, mowa ciała innych dzieci i dorosłych) oraz zachowania innych osób. Co wcale nie jest łatwe i oczywiste, a wręcz bywa ogromnym wysiłkiem poznawczym. Warto ułatwiać dzieciom ich zrozumienie, częściowo opierając się także o obszar prospołeczny – czyli postawić na to, by reguły wynikały nie z samego „nie wolno” (np. bić), ale też ze zrozumienia, jak to wpływa na emocje drugiej osoby i z empatii, np. „jeśli bijesz kolegę, to go boli”.
  5. Obszar prospołeczny – to obszar z ogromnym potencjałem. Tu mieści się empatia, dobro, zmysł moralny. Tu największym stresorem w wieku przedszkolnym mogą być emocje innych, z którymi dziecko rezonuje, a nie wie, co się dzieje ani co można zrobić dla drugiej osoby, kiedy jest jej źle. Dlatego warto inwestować w zrozumienie przez dzieci wzajemnie, co czują, dlaczego i co można z tym zrobić oraz w tworzenie grupy dzieci, które wzajemnie się lubią i wspierają się nawzajem. Czyli w umiejętności współregulacji.

Być może to o wiele bardziej skomplikowane i wymaga więcej wysiłku niż stłumienie emocji dziecka i jego zachowań na zasadzie (samo)kontroli. A jednak, na dłuższą metę – zastanówmy się, i jakich chcemy wychować ludzi. Ludzie zachowują się dobrze, kiedy czują się dobrze. I tylko wtedy możliwy jest prawdziwy rozwój, twórczość, zdobywanie szczytów w różnych dziedzinach. Inaczej – to tylko funkcjonowanie na pół gwizdka, w wiecznym zmęczeniu i byle było. Bo tak trzeba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: